niedziela, 8 grudnia 2013

wolontariusz potrzebny od zaraz

Ponieważ działamy od niedawna, to nie mieliśmy jeszcze z czym wystartować w plebiscycie ”Aktywny 2013”, ale i tak wzięliśmy udział w Nowotarskim Dniu Wolontariusza. Ucieszyła nas duża liczba działających w różnych organizacjach oraz pełna widownia. To budujące, że w dobie wszechobecnego konsumpcjonizmu i materializmu jest tylu chętnych ludzi do tego, by bezinteresownie robić coś dla innych. My jako fundacja, której celem statutowym jest min. działanie na rzecz kultury i promocji artystów, również chcemy do siebie przyciągać ludzi chętnych do współpracy. Potrzebujemy wolontariuszy, by angażowali się w nasze projekty. W zakładce kontakt podajemy maila, wystarczy do nas napisać.

5 grudnia w nowotarskim MOKu można było się przekonać ile fantastycznych rzeczy „Da Się” zrobić, kiedy się tylko chce. Niewidoma pani, Lilianna Koperniak, która skradła nasze serca, chodzi do szpitala i opowiada chorym dzieciom bajki; mówi o tej swojej działalności tak, jakby było to coś zupełnie zwyczajnego, powszedniego jak bochenek chleba na porannym stole. Młodzież organizuje zbiórki krwi, opiekuje się niewidomymi dziećmi odwiedza domy starców i robi wiele, wiele więcej. Są naprawdę zaangażowani. 



Atmosfera spotkania była bardzo ciepła, a momentami nawet gorąca, zwłaszcza jak do akcji wkraczał Zespół Cocoon Band ze Środowiskowego Domu Samopomocy w Rabce Zdroju.

środa, 20 listopada 2013

Pytanie to, w tytule, postawione tak śmiało...

Zastanawiałeś się kiedyś czy da się wychować dziecko nie wychowując go?

Zastanawiałeś się kiedyś czy da się od dziecka wyegzekwować posłuszeństwo nie żądając go wcale?

Zastanawiałeś się kiedyś czy da się przekonać dziecko do zdobywania wiedzy nie zmuszając go  do nauki?




       Takie właśnie pytania zostały postawione na spotkaniu o antypedagogice, które poprowadził mgr Paweł Dziadkowiec.
Miał być wykład, wyszła dyskusja. Żywiołowa, emocjonalna, bogata w osobiste przeżycia i uczucia. Jak to się stało, że grupa ludzi potrafiła się tak przed sobą otworzyć? Myślę, że stoi za tym fenomen prowadzącego. A mianowicie jego otwartość i absolutna szczerość w stosunku do słuchaczy. Kiedy nauczyciel mówi publicznie: nie radzę sobie w szkole, to takie wyznanie wymaga wielkiej odwagi. Nie należy być jednak pochopnym w interpretacji i ocenie tych słów, choć parę osób pewnie już pomyślało: A co to za nauczyciel, który sobie nie radzi? Niech zmieni zawód, skoro sobie nie radzi! Może się do tego nie nadaje? Może. Tylko w takim razie, kto się nadaje? Pan/Pani, którzy hukną, rykną, trzasną dziennikiem w stół. Oni się nadają? To są dobrzy nauczyciele? Nauczyciele z powołania? Wiem, co odpowiedziałaby większość osób, która pojawiła się na wykładzie pana Dziadkowca.  Nie, to nie są nauczyciele z powołania. 
Kiedy prowadzący spotkanie mówi: jestem nauczycielem, który od dwudziestu lat męczy się w szkole i nie radzi sobie, nie słyszę użalającego się nad sobą faceta, który jest na niewłaściwym miejscu. Wręcz przeciwnie. Te słowa znaczą dla mnie tyle co: nie radzę sobie z pedagogizacją i źle się czuję, kiedy sytuacja zmusza mnie do tzw. pacyfikacji. Przemoc słowna i stanie z batem nad dziećmi są mi obce i nie umiem tego robić. Dzieci to dziwi. Poddane długoterminowej pedagogizacji, która zaczyna się zazwyczaj w domu od rodziców nie pojmują, że ktoś chce z nimi postępować inaczej. Traktować ich poważnie.

To do czego prowadzi taka postawa, świetnie obrazuje przytoczona przez pana Pawła anegdota. Sytuacja ma miejsce w klasie licealnej, w której pan Paweł prowadzi zajęcia. Podczas lekcji uczniowie nie uważają, rozmawiają, przeszkadzają. W końcu jedna z uczennic nie wytrzymuje i mówi:
- Niech pan coś z nami zrobi! Nie widzi pan jak się zachowujemy?
Na co pan Paweł tłumaczy spokojnie.
- Przecież to nie ja zachowuję się nieodpowiednio, tylko wy.

Niech pan coś z nami zrobi! – to tak dobitnie pokazuje, jak działa system pedagogizacji. Dzieci zachowują się jak tresowane małpy, kiedy treser nie bierze bata i nie przywołuje ich do porządku, to nie wiedzą, co się dzieje, tracą grunt pod nogami i wydarza się coś, co wydaje się jakąś paranoją: dzieci same domagają się tego bata, domagają się, by ktoś je przywrócił do porządku, by ktoś na nie ryknął, bo inaczej się nie uspokoją. Swoje zachowanie uznają za zupełnie normalne, natomiast zachowanie nauczyciela, który nie wyciąga na nich bata, nie wrzeszczy, nie grozi karami itd. uznają za niewłaściwe. Czy istotnie chcemy, by młodzi ludzie tak właśnie postrzegali świat. Tak w przyszłości wykonywali swoją pracę, z batem szefa nad karkiem, bo inaczej się nie da? Rozsądek nakazuje zaprzeczyć. 
I w tym miejscu wracamy do pytań postawionych podczas wykładu. Wychowywać, nie wychowując, egzekwować, nie żądając i uczyć, nie zmuszając. Czy to jest możliwe? Nie znaleźliśmy jednoznacznej odpowiedzi na te pytania. Padło zdecydowane nie, ale były też głosy na tak. Wiele osób wskazywało drogę pośrednią. 
Antypedagogika nie ma gotowego przepisu na postępowanie z dziećmi, nie ma też lekarstwa na problemy wychowawcze, ale proponuje nowe spojrzenie, nad którym warto się pochylić. Wszyscy uczestnicy spotkania wydawali się z tym zgodzić i co więcej wyrazili chęć ponownego spotkania. W związku z tym my postanowiliśmy je zorganizować. Śledźcie uważnie naszego bloga i stronę na facebooku:  
https://www.facebook.com/fundacja.dasie?ref=hl, żebyście nie przegapili następnego terminu.

Joanna Krauzowicz - Tarczoń

piątek, 8 listopada 2013

Co z tymi dzieciakami...

Spacer w parku. Plac zabaw dla dzieci. Obserwuję scenkę, która właśnie rozgrywa się na jednym z urządzeń. Mała dziewczynka kręci się na karuzeli, na którą usilnie próbuje wejść chłopiec. Ona jednak najwyraźniej nie ma ochoty na towarzystwo i odpycha niechcianego kolegę wrzeszcząc. Teraz ja się kręcę!!! Chłopiec zaczyna płakać i krzyczeć. W tym momencie dwie matki poczuwają się w obowiązku interweniować. Pierwsza usiłuje wytłumaczyć swojej latorośli, że karuzela jest dla wszystkich i ma wpuścić chłopczyka do środka, tymczasem druga stara się przekonać swojego synka, by poszedł pobawić się gdzie indziej, bo karuzela jest zajęta. Żadne z dzieci nie ustępuje. Scenka kończy się wyciągnięciem wrzeszczącej dziewczynki z karuzeli i szarpaniem chłopca. Czy to jedyny możliwy scenariusz w tej sytuacji? Dlaczego do dzieci nie docierają rozsądne argumenty dorosłych? Czy jedyny sposób rozwiązania tego konfliktu, to krzyk matek, płacz dzieci i Masz się natychmiast uspokoić? Czy naprawdę nie da się inaczej, tylko stosując przymus?  Da Się tak odpowiada antypedagogika.
A cóż to za nowy wymysł? Jakaś kolejna moda na bezstresowe wychowanie? Absolutnie nie. To sposób na życie i wcale nie taki zaś nowy, bo swym początkiem sięga lat siedemdziesiątych ubiegłego stulecia. Najbardziej znanym jej propagatorem jest niemiecki nauczyciel Hubertus von Schoenebeck, który od lat wciela w życie antypedagogiczne sposoby postępowania z dziećmi, twierdząc że są one lepsze, niż stosowane przez lata pedagogiczne metody wychowawcze. 
O antypedagogice nie da się opowiedzieć w paru zdaniach. Jej podstawą i głównym hasłem jest Wspierać zamiast wychowywać. Hubertus namawia rodziców i nauczycieli, żeby nie wychowywali dzieci. Czy to aby normalne? Każdy rodzic zaczerwieni się po uszy słysząc, że ma niewychowane dziecko. Każdy, ale nie antypedagogiczny. Antypedagogiczne metody postępowania z dziećmi nie są oparte na przymusie, systemie kar i nagród, układzie dorosły – góra, dziecko – dół, w którym ten pierwszy wie lepiej co dla tego drugiego jest dobre. Nie znaczy to jednak, że dzieci mają być pozostawione samym sobie i robić co im się żywnie podoba.
Co więc proponuje antypedagogika i jak by rozwiązała, przytoczoną na początku tego tekstu, sytuację? Tego będzie można się dowiedzieć 18 listopada podczas spotkania z pedagogiem mgr Pawłem Dziadkowcem. Wykład odbędzie się w nowotarskim MOKu o godzinie 17.00. 
Przyjdźcie, jeśli chcecie, by wasze dzieci miały szansę wejść na nowy stopień cywilizacji. 

Joanna Krauzowicz - Tarczoń

sobota, 5 października 2013

Tajemnica się wydała...

Już tydzień minął od zorganizowanej przez Fundację „Da Się” promocji książki Joanny Krauzowicz – Tarczoń pt. „Tajemnica”. Z miłośnikami książek spotkaliśmy się w KsiążKAwiarni Rezerwat, gdzie zarówno fundacja jak i jej goście zostali przyjęci bardzo cieplutko. Atmosferę umilał nam wystrój, o który zadbały przemiłe panie prowadzące Rezerwat, a także niezwykle uzdolniony właściciel Kwiaciarni Artystycznej Anna, który przygotował wyjątkowo artystyczne kwiatowe dodatki. Przybyli na promocję goście zdawali się dobrze bawić, a organizatorzy dołożyli wszelkich starań, by było niekonwencjonalnie, ciekawie i z pomysłem. Czy nam się to udało, nich ocenią ci, którzy byli na spotkaniu z „Tajemnicą”. My tymczasem ponawiamy naszą ofertę współpracy dla twórców, artystów, pisarzy, muzyków i wszelkiego rodzaju osób kreatywnych. Czekamy na wasze maile.

czwartek, 19 września 2013

Zróbmy coś razem

Już tylko półtora tygodnia zostało do promocji książki Joanny Krauzowicz - Tarczoń pt.: „Tajemnica”. To dopiero początek działalności fundacji. Mamy więcej pomysłów, ale jak mówi znane powiedzenie: „do tanga trzeba dwojga” w związku z czym szukamy tej drugiej połówki, albo raczej połówek, z którymi moglibyśmy podjąć owocną współpracę. Zapraszamy do kontaktu artystów sztuk wszelakich, ludzi którzy robią coś ciekawego, wartościowego i chcieliby się tym podzielić z innymi. Wiemy, że są w naszym regionie niezwykle twórcze osoby, które piszą, malują, rzeźbią, grają i robią jeszcze więcej. Jesteśmy otwarci na wasze propozycje. Piszcie do nas na adres: fundacja.dasie@gmail.com i dzielcie się z nami swoją twórczością, swoimi pomysłami. Współpracujcie z nami.

sobota, 14 września 2013

Stało się. Wydarzenie zorganizowane przez Fundację „Da Się” w niedawno otwartym, niezwykle przyjaznym miejscu w Nowym Targu – KsiążKAwiarni Rezerwat odbędzie się 28 września. Od razu musimy uprzedzić, że nie przeczytacie na naszym blogu niczego, na temat szczegółów promocji, bo to TAJEMNICA. Kto ciekawy, niech przyjdzie i ją odkryje. Zapewniamy miłą i ciepłą atmosferę, choć może ją zakłócić jakaś karczemna burda, najazd złodziei i atak bandytów. Cokolwiek się wydarzy i jakkolwiek potoczą się losy tego spotkania, zapewniamy jedno: DOBRĄ ZABAWĘZapraszamy na facebookową stronę wydarzenia: 


piątek, 13 września 2013

Zawieszone pod niebem plafonu

      Fundacja „Da Się” w końcu zaczęła dysponować wszelkimi potrzebnymi do szczęścia numerkami. W międzyczasie jednak nasze projekty utknęły w niebycie i zawieszone pod niebem plafonu (cyt. Antoni Słonimski) - niczym Michał Anioł malujący Kaplicę Sykstyńską (leżał na plecach od kilku do kilkunastu godzin dziennie), nabierały kolorów, zupełnie tak samo, jak freski rzeczonego malarza. 

Nic to – jak mawiał Pan Wołodyjowski, wszak rok ma dwanaście miesięcy, a czas jest płynny, w związku z czym możemy uczynić nasze pomysły elastycznymi i dopasowanymi do warunków klimatycznych naszego kraju. 

Opieszałość urzędów zmusiła nas do tych metafizycznych refleksji o czasoprzestrzeni i zupełnie realnej zmiany terminu naszego pokazu mody regionalnej i stylizowanej na góralską. Imprezy, która miała się odbyć na nowotarskim Rynku nie zdołamy zorganizować do końca września, a w październiku, cóż... możemy stanąć oko w oko z opadami śniegu (wszyscy na Podhalu wiedzą, że to jest możliwe ) i chociaż zgrabne kożuszki i modne kurteczki skórzane może i ładnie prezentowałyby się na tle śnieżnej bieli, to jednak obawiamy się, że modelki by nam trochę zmarzły przy pokazie zwiewnych, letnich sukienek. W myśl zasady co się odwlecze, to nie uciecze przesuwamy termin naszego wydarzenia bliżej wiosny, a tymczasem zajmiemy się innymi tematami, których szczegóły pojawią się już niebawem.